Zapłaciłam za spokój. Dostałam kilka cichszych nocy.
Nie pisałam o tym przez miesiące, bo wstyd. Potem zobaczyłam nagłówek, że pluskwy są w co drugim domu, i przestałam udawać, że u mnie to „ukąszenia komarów”.
Zaczęło się od śladów w linii na przedramieniu. Potem na szyi. Potem obudziłam się z wrażeniem, że ktoś chodzi mi po skórze. Przez trzy tygodnie zrzucałam to na komary, płyn do prania i roztocza.
Aż któregoś wieczoru odsunęłam prześcieradło i zobaczyłam małe, płaskie, brązowe coś. Potem drugie, przy szwie. Potem czarne punkciki jak pieprz.
Pluskwy nie biorą się z brudu. Biorą się z walizki, z tapicerki, z hotelu, z ogłoszenia. U mnie prawie na pewno wróciły z weekendu. Walizka stała przy łóżku dwa dni, zanim ją rozpakowałam.
Poniżej to, co wypróbowałam, w tej kolejności. Nie dam Wam porad z ulotki. Dam rachunek, który i tak musiałam zrobić.
Sposób 1. Wielkie sprzątanie, jakby miało mnie to odczarować
Pierwszy instynkt: odkurzyć wszystko, prać w 60 stopniach, pokrowce, listwy, worki. Przez trzy weekendy.
Zmniejszyło się na chwilę i wróciło przy wezgłowiu. Pluskwy nie siedzą na środku dywanu. Siedzą w szwach, w ramie łóżka, za listwą. Odkurzacz zabiera to, co luźne. Reszta zostaje.
Sprzątanie jest konieczne. Bez tego reszta ma mniejszy sens. Samo w sobie tematu nie zamknęło.
Koszt: 0 zł, trzy weekendy, słaby sen. Ocena: 3/10 jako jedyna broń. Jako baza - zostawiam.
Sposób 2. Chemia z drogerii i „mocny spray na pluskwy”
Potem drogeria: dwa spraye, proszek, żel do listew. W domu pachniało przez trzy dni.
Część tego, co było na wierzchu, zeszła. Po tygodniu znowu zobaczyłam żywą przy wezgłowiu. To, co zeszło głębiej za ramę, spray nie ogarnął. Głowa bolała. Pościel śmierdziała.
Nie dlatego, że „chemia nic nie daje”. Dlatego, że pluskwy nie mieszkają na środku prześcieradła. Schodzą w szew, za listwę, za gniazdko. Cisza po oprysku to nie to samo co koniec.
Koszt: ok. 180 zł + chemia w powietrzu. Ocena: 4/10. Coś zabrało. Tematu nie zamknęło.
Sposób 3. Profesjonalna dezynsekcja. Skuteczna. I bolesna dla konta.
Zadzwoniłam. Pan był rzeczowy, bez ściemy. Jedna wizyta to za mało - minimum dwie, przygotowanie mieszkania, kontrola po dwóch tygodniach.
Wycena za kawalerkę: od 1 600 do 2 400 zł. Druga firma: 1 900-2 700 i ewentualny wyjazd na dwie noce.
Nie będę kłamać, żeby sprzedać Wam coś tańszego. Firma z chemią wciąż wygrywa, jeśli infestacja jest duża i masz te pieniądze. Kropka. Jeśli ktoś z Was stoi nad prześcieradłem i może zapłacić - zadzwońcie. Ten tekst nie jest po to, żeby Was od tego odciągnąć.
Gdybym miała 2000 zł do wydania bez zastanowienia - zadzwoniłabym po fachowców. Nie miałam. Po racie i remoncie na koncie było tyle, żeby do dziesiątego dojechać. Dlatego szukałam czegoś, co mogłam dołożyć do sprzątania bez rozwalania budżetu.
Koszt: 1 600-2 700 zł. Skuteczność: wysoka. Dostępność: nie dla każdego. Ocena: 9/10, jeśli budżet pozwala. U mnie nie pozwolił.
Sposób 4. Domowe „naturalne” rytuały
Potem internet: ocet, lawenda, ziemia okrzemkowa wzdłuż listew. Tydzień roboty, kurz w nosie.
Ocet zmył listwy. Lawenda pachniała. Proszek trzeba odnawiać i i tak pluskwa nie musi iść Twoją ścieżką. Naturalne metody uspokajają sumienie. Rzadko kończą historię.
Koszt: 40-70 zł. Ocena: 3/10 jako jedyne rozwiązanie.
Sposób 5. To, co dołożyłam, kiedy na firmę mnie nie było stać
Nie mogłam pozwolić sobie na firmę, więc szukałam narzędzia, którego nie muszę pilnować co wieczór, które nie śmierdzi i nie każe wyprowadzać kota.
Kupiłam małe urządzenie do gniazdka - Antira. Nie pryska. Nie zostawia chemicznego osadu. Wpinasz. Działa w tle.
Nie będę udawać, że to zastępuje ekipę. Przy mocnym żerowisku i tak dzwoniłabym po fachowców. U mnie było inaczej: kawalerka, początek i kwota, która jakoś się znalazła, bo 1 800 się nie znalazło.
Wpięłam w sypialni. Potem w kolejnym pomieszczeniu. Fale o niskiej częstotliwości, która się zmienia. Idą w ściany, za gniazdka, w meble. Tam, gdzie sprej nie dochodzi.
Pierwsze dni nic nie udowodniły. Nadal sprawdzałam łóżko. Nadal liczyłam ślady.
Po około dziesięciu, jedenastu dniach śladów było mniej niż po oprysku. Nie zero. Mniej. Po dwóch tygodniach nie odwinęłam materaca od razu po wstaniu. Po miesiącu nie kupiłam kolejnego spreju.
Nie potrafię powiedzieć, jaka część efektu to urządzenie, a jaka wcześniejsze sprzątanie i pokrowiec. Dlatego dalej monitorowałam mieszkanie. Wtyczkę zostawiłam, bo nie zajmuje miejsca i nie wymaga obsługi.
Jeśli ktoś jest w tym samym miejscu - firma za droga, spray już był, sprzątanie zrobione - zobacz, może u Ciebie też to pomoże. Ja weszłam przez 30 dni zwrotu, nie przez wiarę. Nic się nie zmieni: oddajesz i odzyskujesz pieniądze.
Do niedzieli nadal jest 99,99 zł zamiast 179,99. To nie zastępuje ekipy. Przy mocnej infestacji i tak brałabym fachowców. Ja wybrałam to, na co było mnie stać.
Czego bym już nie powtórzyła
Nie czekałabym trzech tygodni, udając komary. Nie wierzyłabym, że jedno sprzątanie zamyka temat. Nie pryskałabym całego mieszkania w nadziei, że zapach równa się zwycięstwo. Nie brałabym ciszy po oprysku za koniec.
Gdyby było mnie stać na wszystko
Wezwałabym firmę. To wciąż złoty standard. Gdybym miała 2000 zł bez zastanowienia - zadzwoniłabym. Nie miałam. Zostało sprzątanie, monitorowanie i tanie narzędzie do gniazdka jako dodatek.
Jeśli masz 2 000 zł - zadzwoń do fachowców. Weź dwie wizyty, nie jedną. Jeśli nie masz: zrób bazę (pranie, odkurz, pokrowiec) i dopiero dokładaj to, na co Cię stać. Nie dlatego, że jestem guru. Dlatego, że tak wyglądał mój rachunek.
Karolina

Komentarze
47 komentarzy · dołącz do rozmowy